Historia YKP LONDYN

„Mamy przyjemność poinformować, że grupa lekko zwariowanych Polaków – żeglarzy, znudzonych stagnacją życia, postanowiła założyć Polski Yacht Club w Londynie.”

Tak zaczynało się ogłoszenie zwołujące chętnych na pierwsze organizacyjne zebranie w pubie THE PHENE ARMS na Chelsea.

24 czerwca 1982 r. przyszło na nie około pięćdziesiąt zaciekawionych osób. Gdy okazało się, że nie ma ani żadnej dotacji ani gotowej przystani, na której można tanio trzymać jachty, a są tylko idee i oferta okazji do pracy społecznej – liczba ta znacznie stopniała, niemniej Klub powstał i zaczął działać.

Pomysł zrodził się w środowisku żeglarzy znających się jeszcze z Polski. Jerzy Lubisz, znany w kołach żeglarskich jako „Mrówa”, rzucił taką myśl jeszcze przed swoim wyjazdem dalej do Kanady. Wkrótce potem Maciej Gumplowicz, Jerzy KnabeGabriela Teliga rozpoczęli konkretne działanie. I tak się zaczęło. Gabriela Teliga zaprojektowała znaczek klubowy, Andrzej Kępiński udostępnił swoje biuro jako pierwszy adres Klubu, już miesiąc po założeniu odbył się pierwszy rejs w trzy jachty po Kanale Angielskim, (czyli La Manche – dla tych „z kontynentu”), na którym wielu z dwudziestu kilku uczestników było na morzu po raz pierwszy.

Pierwszy Klubowy Sylwester odbył się na Tamizie na pokładzie „Marchioness”, rzecznego statku pasażerskiego, który został parę lat później staranowany i zatopiony w głośnej katastrofie.

Na kilku jachtach organizowane były liczne rejsy turystyczne i szkoleniowe zarówno dla doświadczonych jak i początkujących na wodach Morza Północnego, Atlantyku i Morza Śródziemnego. Najbardziej znany i lubiany „Centus” Jana Oleszkiewicza też już nie istnieje, zniszczony w Dubrowniku przez działania jugosłowiańskiej wojny domowej. Istniał też przez pewien czas własny jacht klubowy oraz przystań nad Tamizą, ale okazało się, że nie da się ich utrzymać. Natomiast powstała filia Klubu w Bremie prowadzona przez Ryszarda Lutosławskiego, a PYCL został członkiem Royal Yachting Association oraz członkiem PZŻ na prawach Okręgowego Związku Żeglarskiego.

Najsłynniejsi polscy żeglarze, zamieszkali za granicą, zostali Honorowymi Członkami PYCL. Są nimi (niektórzy niestety już tylko byli) Jerzy Świechowski z Południowej Afryki, Leszek Kosek z Australii, Zbigniew JakubowskiJerzy Lubisz z Kanady, oraz z USA Richard Konkolski, Andrzej Piotrowski, Andrzej UrbańczykWładysław Wagner.

panorama_z_zaglowcami

Dwa lata po powstaniu Klub uzyskał swój lokal w centrum miasta. Oprócz organizowania rejsów morskich prowadził teraz również działalność kulturalną w odpowiedniej na ten cel piwnicznej izbie. Powstała dość obszerna żeglarska biblioteka polskich i angielskich tytułów, wydawane są własne klubowe książeczki żeglarskie rejestrujące narastające ilości przepłyniętych po morzach i oceanach mil morskich.

Przez osiem lat zebrania klubowe odbywały się regularnie w każdą środę w budynku „Ogniska Polskiego” w Londynie. Specjalnie powołana przez Klub i kilku działaczy angażujących prywatne fundusze spółka akcyjna Polski Yacht Company Limited od 1984 roku prowadziła działalność handlową finansującą działalność żeglarską. Lokal klubowy stał się popularnym miejscem bogatym w artystyczne spotkania i występy. Organizowane były bale, wernisaże, konkursy „Miss Polski Yacht Club London”, loterie fantowe, zabawy dla dzieci, wieczory poetyckie, pokazy filmowe, imieniny i wesela członków…

W piwnicy klubowej występowali Andrzej Rosiewicz, Jackowie Kaczmarski i Różański, Kalina Jędrusik, Bohdan Łazuka i inni. Zaproszona przez Yacht Club na występy do Londynu „Piwnica pod Baranami” nie pomieściła się tam ze swoim spektaklem, ale goszczona była serdecznie. A zaczęło się od spotkań z załogami polskich jachtów odwiedzających Londyn i wieczorów szantowych z udziałem „Starych Dzwonów”, „Czterech Refów”… Lokal był również znanym wśród Polaków nocnym klubem i dyskoteką.

wagner_sailing_rally_2Równocześnie żeglarstwo odbywało się na morzach i oceanach, bez rozgłosu i z dala od Londynu.

Znaleźli się jednak niechętni, którzy doprowadzili do zadania eksmisji Klubu z budynku. Dwuletni, kosztowny proces sądowy został jednak przez Klub wygrany. Co nie udało się osobom postronnym, udało się wreszcie pewnym członkom Klubu. Kilka lat później działalność utrzymującej Klub spółki akcyjnej stała się polem zawistnych ataków ze strony tych, co nie zaryzykowali własnych pieniędzy na początku działalności. Nastąpiły zmiany w kierownictwie Klubu. Zamiast zapowiadanej dumnie wielkiej odnowy nastąpiła wkrótce wielka plajta. Główny intrygant musiał pospiesznie oddalić się od wierzycieli i wyjechał do Polski. Inni reformatorzy złożyli rezygnacje, co doprowadziło w końcu roku 1990 do rozwiązania Klubu, ponieważ bez pieniędzy nie było już chętnych do sprawowania władzy.

Klub przeszedł śmierć kliniczna. Odżył, gdy zdesperowani przebiegiem wydarzeń pierwotni założyciele, postanowili ponownie wziąć ster we własne ręce. Lokal zebrań klubowych i baza wszechstronnej działalności przepadły jednak przy tej operacji. Sposobność eksmisji nie została przeoczona.

Tak doszło do tego, ze X-lecie musiało się odbyć w gościnie innego Klubu żeglarskiego, w porcie Ramsgate.

Wkład Polski do żeglarstwa światowego, w szczególności do dalekich oceanicznych podróży, jest moim zdaniem niezrównany. Wasz kraj ma krótkie wybrzeże a jednak wasi żeglarze pochodzą ze wszystkich regionów kraju i żeglują po wszystkich oceanach świata. Jestem bardzo zadowolony, że Polski Yacht Club podtrzymuje te tradycje tutaj i współdziała z polskimi żeglarzami w USA. Moje serdeczne gratulacje z okazji 10. urodzin. Jest to fragment wypowiedzi Sekretarza Generalnego Royal Yachting Association, Robina Duchesne na uroczystości X-lecia Polskiego Yacht Clubu w Londynie.

wagner_sailing_rally_3

Nie zawiedli zamorscy goście. SY „Solidarity” Andrzeja Piotrowskiego zacumowała prawie pod oknami sali bankietowej, przyleciał też Leszek Kosek z Sydney. Było co wspominać. Wspólnie zorganizowany w poprzednim roku Światowy Zlot Polonii Żeglarskiej zakończył się niekwestionowanym sukcesem.

Pomysł powstał i przygotowania rozpoczęły się w przełomowym okresie, w roku 1989, zanim jeszcze istniała pewność, że będzie to w ogóle możliwe. Ten zlot żeglarski miał być i stał się symbolicznym powrotem drogą morską do Kraju tych wszystkich, którzy opuścili Polskę na pokładach jachtów, statków i okrętów od czasu wybuchu II wojny światowej i z powodów politycznych powrócić nie mogli bądź nie chcieli.

Trwałym i użytecznym do dzisiaj efektem tego Jamboree są nawiązane wtedy więzi pomiędzy rozsianymi po świecie żeglarzami polskimi.

Działalność żeglarska Yacht Klubu trwała i bez lokalu, czego dowodem był powtórny Zlot w 1997 roku z okazji 1000-lecia Gdańska jak również zorganizowany przez PYCL Żeglarski Memoriał Sikorskiego. 4 lipca 1993 ORP „Gryf” w asyście jachtów „Kaprys” (kpt. M.Misayat), „FAR STAR” (kpt. A.Stankiewicz) i „OSTRYGA” (kpt. Z.Woloszczuk) złożył wieniec w kształcie Białego Orła na miejscu katastrofy. Wieczorem, dokładnie 50 lat od czasu śmierci Generała Sikorskiego i jego otoczenia odbył się uroczysty Apel Poległych.

Piętnastą rocznicę powstania Klub obchodził w Gdańsku przy okazji pobytu na Drugim Zlocie Polonii Żeglarskiej. A jako 17-letni „młodzieniec” został przyjęty do 75-letniego YKP-u…

Jerzy Knabe